Wczorajsza parada Gay Pride w Paryżu przyciągnęła według organizatorów prawie 700 000 osób. W tym gościa specjalnego i prawdziwą ikonę gejów, piosenkarkę Lizę Minnelli, która niespodziewanie pojawiła się na jednej z platform tańcząc wśród kolorowych flag i balonów w symbolicznych kolorach tęczy i wykrzykując „Freedom!”. Gwiazda była jednak tylko malutką kroplą w morzu kolorowych i bajecznie poprzebieranych (tudzież prowokacyjnie porozbieranych ;-)) ludzi płynącym przez kilka godzin z Montparnasse przez bulwary na lewym brzegu Sekwany w kierunku placu Bastylii.




Tegoroczny marsz poświęcony był pamięci zamieszek w barze Stonewall w Nowym Jorku przed 40 laty – pięć dni głośnych starć aktywistów z policją – które uważane jest obecnie za początek światowego ruchu walki o prawa homoseksualistów. W Paryżu było politycznie (dużo transparentów i kilkanaście wielkich szubienic zwracających uwagę na te wszystkie kraje, w których homoseksualiści są prześladowani), ale przede wszystkim mocno zabawowo i tanecznie, z tłumami roztańczonych ludzi podążającymi za licznymi platformami prezentujących się grup i stowarzyszeń gejów, lesbijek, biseksualistów, tranwestytów i transeksualistów, serwujących przez ogromne kolumny mocno imprezową muzykę. Tańczono zresztą wszędzie, nie tylko na platformach i ulicach, ale i na dachach przystanków i na stolikach licznych kafejek przed którymi paradowała parada. To, co najbardziej urzekło mnie w paryskiej imprezie to jednak fakt, że brali w niej udział i bawili się wszyscy – zarówno uczestnicy ruchu, aktywiści i młodzi, jak i ludzie w wieku conajmniej średnim, rodziny i dzieci.





Więcej zdjęć z tegorocznej paryskiej Gay Pride możecie obejrzeć tutaj.
08/07/2009 o 17:47 ·
Wspaniala impreza i swietne zdjecia udalo Ci sie zrobic. Podoba mi zwlaszcza to z pania (?) ubrana na bialo z pieskiem w ramionach. W Paryzu na szczescie nikt mniejszosci seksualnych nie przesladuje, ale sa niestety kraje, w ktorych to nagminne i w ktorych homoseksualizm jest nielegalny. Trzeba o tym mowic i przypominac.
Pozdrawiam cieplutko!
09/07/2009 o 10:02 ·
chihiro, właśnie ta francuska tolerancja mnie najbardziej urzekła podczas imprezy – rodziny z dziećmi, starsi ludzie, wszyscy dołączali do zabawy… Ech, kiedy u nas coś takiego będzie możliwe?
Brało też w niej udział mnóstwo przedstawicieli tych ‘prześladujących’ krajów (drugie zdjęcie od góry to zdaje się wóz libański) – szkoda tylko, że nie mogą oni tak otwarcie świętować swojej odmienności u siebie…
pozdrawiam!
09/07/2009 o 13:36 ·
Goraca, a czemu Ty piszesz „u nas”, majac na mysli Polske? Pytam z ciekawosci, nie zaczepnie, bo fascynuje mnie, gdy ludzie zyjacy za granica od kilku lat, wciaz mowia „u nas” (w domysle o Polsce) wcale tam nie mieszkajac. Bo ja nawet mieszkajac w Polsce mowilam nie „u nas”, ale „w Polsce” i nie „nasi” albo „my” a „Polacy” – co najwyrazniej swiadczy, jaki dystans do Polakow i Polski czulam.
09/07/2009 o 14:23 ·
Ale mi zabiłaś ćwieka tym pytaniem! ;) „U nas” napisałam z rozpędu i bez refleksji, tak jakoś automatycznie zwracając po polsku do Polki mając na myśli Polskę – ale faktycznie teraz widzę, że może to brzmieć dziwnie (zwłaszcza w odniesieniu do Ciebie!:))
Ja rzeczywiście należę do tych, którzy nadal mówią ‘u nas’, choć oczywiście nie zawsze, to zależy od kontekstu – i od tego z kim rozmawiam ;) Ale tak zastanawiając się nad tym, to sama nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego.. Generalnie dystans do Polski po tych 8 latach poza nią mam dość duży, z drugiej strony czuję się wciąż emocjonalnie związana, i to nie tylko przez rodzinę i przyjaciół tam mieszkających, ale też pewne elementy ‘polskości’, które jakoś tak ‘siedzą we mnie’ i chyba zawsze już będą… Ciekawe pytanie, z pewnością temat na dłuższy wywód i potencjalną fascynującą dyskusję :)
09/07/2009 o 15:56 ·
Rozumiem :) Mnie tez mija osmy rok mieszkania poza Polska, coraz rzadziej porownuje rozne rzeczy do polskich, ale czasem trudno tego uniknac. Zwlaszcza jak sie czyta blogi pisane po polsku i przez Polki. Emocjonalnie rowniez jestem zwiazana z niektorymi aspektami polskosci, ktore sama sobie troche doprawilam, wzbogacilam i – przyznaje – pewnie tez wyidealizowalam…