Ankieta czytelnicza – totalnie nieparyska ;-)

Nie lubię pisać o sobie, ale dzisiaj nie mam wyjścia, została mi bowiem rzucona rękawica w postaci tak zwanego „blogowego łańcuszka”. I tak jak normalnie do wszelakich łańcuszków mam nastawienie dość negatywne, tak ten sprawił mi miłą niespodziankę (po raz pierwszy zostałam oficjalnie uznana przez starych wyjadaczy polskiej blogosfery za godną łańcuszka blogerkę! ;-)) i tym razem z przyjemnością się przyłączę. Tematyka jak najbardziej nieparyska, więc z góry przepraszam za off topic – no ale przecież „nie samym Paryżem człowiek żyje”.

Ja na przykład żyję też między innymi literaturą i w związku z tym bardzo lubię zaglądać na liczne polskie blogi książkowe. To moje niewinne zaglądanie okazało się ostatnio dość brzemienne w skutki – dałam się bowiem wciągnąć do dwóch czytelniczych wyzwań (Kolorowe czytanie i Literatura na peryferiach). A co za tym idzie zmuszona byłam do ujawnienia się na wyzwaniowych blogach – i w rezultacie zostałam zaproszona do wypełnienia tej ankiety czytelniczej przez hanyszkę (za zaproszenie dziękuję!). Cytując: „łańcuszek polega na tym, że odpowiadasz na 3 pytania, wymyślasz swoje i przekazujesz je do 3 kolejnych autorów książkowych blogów” – mój blog wprawdzie nieksiążkowy, ale co tam! Oto moje odpowiedzi:

1) Czy masz czasem podczas lektury pokusę zaglądania na ostatnie karty książki? Nie pytam, czy to mądre i sensowne, ale czy cię po prostu korci ;-)

Mam, i to często! Najczęściej, gdy książka mnie nudzi, korci wtedy, by sprawdzić czy warto czytać, czy pod koniec może będzie lepiej… i często sprawdzam! (w ogóle to bardzo niecierpliwy ze mnie czytelnik ;-)) Natomiast jeśli książka mnie wciąga, to paradoksalnie nie mam ochoty zaglądać na jej koniec – zadowala mnie wtedy czytanie tak jak autor przykazał!

2) Co sądzisz o podziale literatury na „zwykłą” i „kobiecą”? Uzasadniony to podział, czy sztuczny?

Może narażę się wojującym feministkom, ale według mnie określanie pewnych pozycji mianem „literatury kobiecej” jest jak najbardziej uzasadnione. I nie musi to być koniecznie pojęcie negatywne, oznaczające tylko chick-lit z różowymi okładkami w motylki. Istnieje sporo ambitniejszej literatury (chociażby takich autorek jak Jeanette Winterson czy Angela Carter), która ma charakter wyraźnie kobiecy i w większości czytana jest przez kobiety właśnie. Co nie znaczy, że mężczyźni nie mogą po nią sięgnąć – tak samo jak nic nie broni licznym paniom czytania książek autorów uznawanych za typowo „męskich”. Nie zgodzę się natomiast z podziałem na literaturę „kobiecą” i „zwykłą” resztę; „literatura kobieca” to po prostu jedna z wielu kategorii, a czy zwykła czy niezwykła – to już zależy od kunsztu danego pisarza ;-)

3) Paulo Coehlo – wizjoner czy grafoman ;-)?

Hm, nie chciałabym nikogo obrażać ;-) Dla mnie to po prostu banały udające literaturę – taki poradnik self-help w zawoalowanej formie. Choć chyba skuteczne, bo Coehlo ma miliony fanatycznych wyznawców, i to ludzi całkiem inteligentnych, dla których te jego produkowane masowo książki są objawieniem. Może chodzi po prostu o to, że tak jak dobra czekolada poprawiają humor i podnoszą na duchu? Ja osobiście wolę literaturę, która stawia przede mną wyzwania, a nie głaszcze po główce. Choć przyznaję, że „Alchemika” dawno temu czytałam i nawet mi się wtedy podobał – ale nie czułam potrzeby, by sięgać po kolejne dzieła tego autora!

A oto moje pytania:
1) Czy jest jakaś książka, którą oficjalnie mówisz, że przeczytałeś/aś, mimo, że tak naprawdę nie dałeś/aś rady? (nie mówię o obowiązkowych lekturach szkolnych! ;-))
2) Czy lubisz czytasz książki z list bestsellerów, takie, o których się dużo mówi, żeby wiedzieć o co tyle hałasu, czy jesteś odporny/a na wpływ mediów i wybierasz lektury tylko według swoich własnych kryteriów?
3) Czy potrafisz czytać parę książek jednocześnie, czy metodycznie skupiasz się na jednej lekturze od początku do końca?

Nieśmiało podrzucam łańcuszek karoliniebart, marigolden i Łakomej… Uff! ;-)

EDIT: wiedziałam, że wplątywanie się w łańcuszki źle się dla mnie skończy! Marigolden sprytnie postanowiła się na mnie zemścić i odbiła pałeczkę, każąc mi odpowiedzieć na moje własne pytania! Swoje odpowiedzi zostawiłam w komentarzach u marigolden na blogu (www.lekturnik.blogspot.com), a tutaj oficjalnie deklaruję, że jeśli chodzi o blogowe łańcuszki, to ja, tak jak ten kruk z wiersza Edgara Allana Poe, będę mówić: „Nevermore! Nevermore!” ;-)

posted: Blogowy Off Topic, Książki

3 comments

  1. Dziękuję za ciekawe odpowiedzi :-) Pytając o literaturę „kobiecą” podświadomie wcale nie miałam na myśli Grocholi czy Danielle Steel ;)Myślałam raczej o autorkach takich jak Majgull Axelsson, Margaret Atwood, czy nawet wspomniana przez Ciebie Winterson – czy to jest literatura kobieca? O kobietach to prawda, z feministycznym zacięciem, fakt, ale przecież absolutnie uniwersalna…

  2. Goraca, łańcuszek przechwycony, odpowiedzi u mnie na blogu. :)

  3. Hanyszka: masz rację, czasem powieści nadaje się etykietkę ‚kobiecej’ tylko dlatego, że napisana jest przez kobietę – i to już jest bezsensowne szufladkowanie! (czasem wydawnictwa ułatwiają sobie w ten sposób życie, ale tu już w grę wchodzi czysty marketing) A niektóre powieści takiej Atwood chociażby są przecież bardzo uniwersalne – znam zresztą paru panów, którzy czytują i lubią :)

    Marigolden: dziękuję, idę czytać! :)

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>