Jak zostać Paryżaninem w godzinę…

how to become parisian poster…uczył mnie wczoraj francuski komik Olivier Giraud. Mnie, oraz pełną teatralną salę potrzebujących pomocy w osiągnięciu tego jakże szczytnego ideału ludzi – głównie niedouczonych w tej kwestii cudzoziemców, z 35-osobową delegacją z amerykańskiego konsulatu na czele. Co wyniosłam z tych nauk?

Paryżanie są chamscy i gburowaci – to już wiedziałam, na szczęście póki co bardziej ze słyszenia i czytania niż z praktyki. Paryżanie są egoistyczni i nie szanują bliźniego swego ani na ulicy ani w metrze – tego akurat doświadczyłam na własnej skórze w Paryżu, podobnie jak i w każdym wielkim mieście z metrem! Paryscy sprzedawcy, taksówkarze i kelnerzy mają swoją klientelę „w głębokim poszanowaniu” – oj, zdarza się! (tylko że to akurat może być szokiem kulturowym dla przybysza z USA lub Wielkiej Brytanii, niekoniecznie z Polski ;-)) Paryżanie nie lubią pracować – no tak, w mieście regularnie paraliżowanym strajkami, ciężko byłoby się z takim stwierdzeniem nie zgodzić…

Generalnie było dużo powielania i wyolbrzymiania stereotypów, ale za to w przezabawny, bardzo ekpresyjny sposób. Przy okazji utwierdziłam się w przekonaniu, że aby stać się prawdziwą La Parisienne, powinnam zapomnieć o poprawności politycznej. Po latach indoktrynacji przez przewrażliwionych na tym punkcie Anglosasów, wiem, że może być ciężko – wyczulenie w tej kwestii weszło mi w krew tak, że wczorajszego wieczora nerwowo rozglądałam się wokół za każdym razem, gdy Olivier bez skrępowania wyśmiewał się z cudzoziemców, nie przejmując się tym, że niektóre jego żarty mogłyby spokojnie zostać uznane przez politycznie poprawnych purytan za rasistowskie… Nikt się chyba jednak nie obraził, wręcz przeciwnie, publiczność zaśmiewała się do łez (kto wie, może z ulgą zwolniona na tę jedną godzinę z obowiązku uważania na każde słowo…).

Poza tym dowiedziałam się paru nowych rzeczy, między innymi otrzymałam praktyczne instrukcje jak tańczyć jak prawdziwa Paryżanka w nocnym klubie i w jaki sposób wydymać usta, potrząsać włosami i idiotycznie chichotać, by zostać wpuszczoną bez kolejki nawet do najbardziej snobistycznego lokalu, jak skutecznie przywołać leniwego kelnera i nakrzyczeć na taksówkarza. Było też dużo praktycznych ćwiczeń wokalno-ekspresyjnych: prawidłowa wymowa słynnego „Oh-la-la!” w zależności od kontekstu i sytuacji (włączając te najbardziej intymne!), robienie odpowiednio przygnębionej miny w metrze, dokładne parametry grymasu twarzy przy wyrażaniu słynnego paryskiego „Pfff…” (wyrażającego olewająco-arogancki stosunek do wszystkich i wszystkiego) oraz lekcja refrenu słynnej piosenki Edith Piaf i nieformalnego hymnu Paryżan „Je ne veux pas…” („Nie chce mi się”). No i jak zostać mistrzem francuskiego pocałunku, jak i nie mniej sławnych, choć mniej intymnych bises w policzki.

Olivier Giraud nie stroni od rubasznego, czasem mocno „dorosłego” humoru, ale ma przy tym tyle uroku osobistego, że nawet amerykańscy turyści wybaczają mu najbardziej niewybredne żarty na ich temat (zwłaszcza, że wyśmiewając ich korzysta z niezwykle skutecznej w starciach z Anglosasami broni – angielskiego ciężko naznaczonego seksownym francuskim akcentem!). Ci odważniejsi mają też okazję poasystować artyście na scenie, a nawet podejść do końcowego egzaminu praktycznego, którego zaliczenie łączy się z otrzymaniem Oficjalnego Certyfikatu zaświadczającego o przyjęciu do tego jakże eksluzywnego i niedostępnego klubu – Paryżan!

Ja do tak odważnych nie należę, ale mimo to czułam się po spektaklu w pewnych sprawach dość oświecona. Do tego stopnia, że gdy udaliśmy się po przedstawieniu na kolację do pobliskiej brasserie, kelner traktował nas z – tak podobno rzadko spotykanym w tym mieście – szacunkiem i był przemiły w idealnie dyskretny, nienarzucający się sposób. Nie wiem, na ile wpływ na to miał fakt, że wcześniej zamówiliśmy krwisty befsztyk i steak tartare oraz dużą karafkę czerwonego wina – a więc bardzo po parysku! Widać powoli się uczymy i kto wie, może jeszcze kiedyś będą z nas ludzie, a nawet les Parisiens! Choć na taką „ewolucję” potrzebowałabym dużo więcej niż jednej godziny w paryskim teatrze… ;-)

„How to become Parisian in one hour” Oliviera Girauda można obejrzeć do końca grudnia w każdy wtorek i środę o godz. 20.00 w Théâtre de la Main d’Or, 15, Passage de la Main-d’Or. Wstęp: 20 € (do końca września w promocji 10 €). Rezerwacja i więcej informacji tutaj.

posted: Kultura, Paryż, Paryżanie | tagged:

7 comments

  1. Znakomita recenzja! Wybiore sie na pewno!

  2. :)

    ja tam stałam się raz prawie Rzymianką i prawie Paryżanką. Wystarczy podsłuchać co oni na siebie warczą i warknąć tak do kogoś. W Rzymie to było „przepraszam” w sensie, proszę się przesunąć, ale warknięte w odpowiedni sposób z odpowiednim akcentem;) i zadziałało.

  3. @holly, dziekuje – ciekawa jestem Twoich wrazen z przedstawienia!

    @chiara, haha, piekne, musze dodac do listy ‚zachowan do nauczenia’ ;)

  4. a tak, tak – P. tez mnie uczyl jak mowic ‚pardon’ w metrze tak, zeby nie mialo to nic, a nic wspolnego z kindersztuba ;)
    a na oliviera chyba tez sie wybiore… :)

  5. OMG :) Spektakl is gonna be legendary:)

  6. OMG :) Show is gonna be legendary:)Również polecamy !!!

  7. goraca – bylam :) i wyciagnelam nawet 6 zblazowanych mieszkancow stolicy ;) smiali sie… szczegolnie z zartow o Amerykanach ;)

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>