Niebezpieczny Paryż…

dangerWpis dedykowany jest pewnej parze znajomych z nowymi, lśniącymi paszportami tymczasowymi ;-)

O tym, jaki to Paryż jest niebezpieczny słyszałam nie raz, często od odwiedzających nas znajomych z Polski, którzy zaraz po wyjściu z samolotu pytali czy to prawda, że tu tak strasznie kradną… „Bzdura!” – odpowiadałam rozbawiona ludzką strachliwością. Niedługo minie rok jak tu mieszkam i ani razu nie poczułam się zagrożona – w porównaniu z Londynem, Edynburgiem, nie wspominając już o Glasgow, Paryż zawsze wydawał mi się miastem niesamowicie bezpiecznym, gdzie nawet ci, którzy wkładają sporo wysiłku w to, by wyglądać niebezpiecznie, tak naprawdę to tylko się na takich groźnych kreują… I nagle bach! przekonałam się, że nawet w Paryżu trzeba zachować zdrowy rozsądek!

Szczegółów zdarzenia wam oszczędzę, nie chcę bowiem, żebyście zaczęli mnie traktować jak totalną idiotkę o naiwności pięciolatka… Powiem tylko tyle, że podczas sielskiego pikniku z odwiedzającymi nas ze Szkocji znajomymi, tak nam się zrobiło błogo, że zapomnieliśmy zupełnie o tym, że Parc de la Villette po zmroku nie jest być może najlepszym miejscem na pozostawianie wartościwego mienia na pokuszenie… Bilans naszego piknikowania to 230 euro, dwa paszporty, prawo jazdy, dowód osobisty, karty kredytowe i telefon komórkowy na minus oraz nauczka do końca życia na plus! Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Uważajcie! ;-)

Młodzieńcy, którzy buchnęli nam plecak, przepadli wraz z nim w czeluściach parku, moi znajomi mieli zatem przyjemność doświadczyć prawdziwie alternatywnego zwiedzania Paryża w postaci dwóch godzin spędzonych w niedzielną noc na komisariacie w dziewiętnastej dzielnicy ;-) (Przy okazji zaznaczę, że nie pozwolę już powiedzieć złego słowa na paryskich pracowników policji – wszyscy, z którymi mieliśmy do czynienia byli niezwykle mili, zatroskani i uczynni! A do tego bardzo przystojni ;-) Może i mieliśmy szczęście, ale ja przy tej pozytywnej opinii pozostanę – nie planuję bowiem kolejnych wizyt w policyjnym przybytku…)

Parę telefonów oraz pół poniedziałku spędzonego w polskim konsulacie pozwoliło naszym znajomym jako tako zminimalizować straty i wrócić w oryginalnym terminie do Szkocji – lekcja rozsądku jednak zapadła nam wszystkim głęboko w pamięć, czym postanowiłam podzielić się z moimi drogimi czytelnikami, zwłaszcza tymi, którzy trafiają na tego bloga wpisując w Google hasło „niebezpieczne dzielnice Paryża” (a jest was trochę! ;-)) Pamiętajcie, Paryż to wielkie miasto, pełne turystów, którzy jak wiadomo, są najlepszym łupem dla ulicznych złodziei. I to nie tylko w „niebezpiecznych dzielnicach” – najwięcej kieszonkowców krąży zawsze tam, gdzie najwięcej zabytkowych atrakcji i zachwycających się nimi turystów!

Aby spełnić mój obywatelski obowiązek, postanowiłam zacytować listę „paryskich niebezpieczeństw”, którą znalazłam na stronie Ivy Paris News. Na co trzeba szczególnie uważać w stolicy Francji? Numer jeden to ogrody Les Halles w nocy (bien sur!), numer dwa to obcasy na kocich łbach, numer trzy to stacja metra Anvers (tu wysiadają turyści wybierający się do Sacre Coeur) i tamtejsze gangi młodocianych kieszonkowców… Poza tym autorzy strony przestrzegają między innymi przed jazdą na miejskim rowerze (Velibie) na placu Charles de Gaulle (du-uh!), chłopcami w obcisłych szortach w Marais (można się zagapić i wejść w psią kupę – która również znalazła się na liście ;-)), zostawianiem paczki papierosów na widoku publicznym, odwiedzinami w McDonaldzie o północy, przejściami dla pieszych na Saint Michel, pływaniem w Kanale Saint Martin, gołębiami i… popieraniem Sarkozy’ego! Pełną listę paryskich niebezpieczeństw znajdziecie tutaj, a ja tylko dodam, że choć Paryż to nie Bogota, zdrowy rozsądek obowiązuje zawsze i wszędzie – no chyba, że bardzo chcecie poznać kulisy paryskiego komisariatu i poćwiczyć swój francuski na przystojnych policjantach! ;-)


Powiązane wpisy:

  1. Paryż w sierpniu? Nieczynne!!
  2. Paryż z przewodnikiem – za darmo!
  3. Paradujący Paryż

posted: Paryż, Różne

8 comments

  1. Ha! Na liscie sa nawet Les Puces, gdzie bylismy sami i przetrwalismy :)

  2. Muszę przyznać, że nigdy nie spotkało mnie nic niemiłego w Paryżu, nawet gdy mieszkałam za czasów studenckich w Saint-Denis… Ale swoją drogą, to w żadnym chyba mieście zagranicą nie nosiłabym razem i paszportu i dowodu osobistego ;)

  3. w Paryżu byłam trzy raz, raz jako nastolatka , z organizowaną wymianą szkolną, ale też sami się włóczyliśmy po bardzo podejrzanych okolicach, myślę, że wtedy nic nam się nie stało, bo widać było na krok, że dzieci i że nie warto nawet skubać, bo nic nie będzie ?
    Drugi raz jako dwudziestolatka, gdzie mieszkałam u rodziny eks faceta, w najlepszej paryskiej dzielnicy, on władał biegle francuskim, to wiele ułatwia.
    Trzeci raz rok temu, kiedy to miałam pierwszy raz podczas wszystkich naszych podróży sytuację bardzo niefajną. Nie chcę pisać szczegółów, do dzisiaj , kiedy sobie przypomnę, robi mi się gul w gardle. Powiem tak, nie od czapki są zasady, których przetrzegamy podczas włóczęg po miastach Europy, czyli najwyżej 50 Euro gotówką przy sobie i kopie paszportów zamiast dokumentów …gdybyśmy tego nie przestrzegali, kto wie, jak by się skończyło, a było baaardzo niefajnie. I pomyśleć, że cała rzecz miała miejsce w bardzo ruchliwym punkcie miasta, gdzie tak naprawdę niby nic nie powinno się dziać.
    A bywaliśmy w Lizbonie, w Rzymie, w Wiedniu, w takich okolicach, gdzie bym się tego spodziewała.

    Sorry, że się tak rozpisałam , po prostu do dzisiaj mnie telepie i nie ukrywam, baaaardzo mocno zburzyło to moje poczucie bezpieczeństwa co do Paryża, chociaż of curse, nie jestem pierwsza naiwna i wiem, że w miastach, dużych aglomeracjach może być różnie, ale…no, niefajnie było. Do końca pobytu czułam się tam bardzo niekomfortowo.

  4. Ja walcze z innego rodzaju, choc podobnym problemem. Juz wielokrotnie bylismy nagabywani przez pseudo-kominiarzy, ktorzy stukaja do drzwi i jesli nie jest sie dobrze obudzonym,to moze im sie udac nas oszukac. Dzis rano tez mialam taka sytuacje i przyznam, ze bardzo sie przestraszylam.
    Wchodze do domu, nie musze nawet wystukiwac kodu, bo brame otwiera mi dwoch mlodziencow z jakimis rodzajami szczotek, wygladaja na kominiarzy. Przy drugich drzwiach, po wystukaniu kodu, nagle wciskaja sie razem ze mna na klatke. Pytam, na ktore pietro jada-odpowiadaja-na szoste. Ja na trzecie a wiec wchodzimy razem do windy. Na trzecim pietrze wysiadam, ostroznie zaczynam otwierac drzwi…
    Gdy juz jestem w srodku zaczynaja bardzo mocno dzwonic, walic w moje drzwi…Niezle sie przestraszylam, ale drzwi maja potrojny zamek a wiec nie mieli szans…Oczywiscie byla to moja wina, ja ich wpuscilam do domu..Trzeba bardzo uwazac na pseudokominiarzy…

  5. szkoda dokumentow. mi tutaj kiedys buchneli paszport, dowod i prawo jazdy, czyli wszystko.ilez zdrowia mnie kosztowalo powtorne lazenie po polskich urzedach, lacznie z konsulatem, to o moj Boze. powtarzac bym tego nie chciala.teraz nie nosze przy sobie nic, poza prawem jazdy. ja pod wzgledem bezpieczenstwa nie lubie Barcelony. tam to zupelnie wydaje mi sie, ze kazdy czai sie na plecak. do tego moje doswiadczenie z Katalonczykami bardzo negatywne, wiec to poteguje niechec.

  6. @Lakoma, na dodatek w ten sam sadny dzien… ;)

    @czara, mnie do tej pory tez w Paryzu tez nic zlego nie spotkalo, chociaz mieszkam na granicy dzielnicy, ktora kiedys okreslono jako ‘coupe-gorge’… Nadal uwazam Paryz za bezpieczniejszy od innych duzych miast jakie poznalam – no tylko nauczylam sie, ze nigdzie nie mozna sie za bardzo wyluzowywac… w Londynie nawet nie wpadlabym na to, by wejsc do parku po zmroku, a tu zachowywalismy sie tak, jak bysmy byli w swoim wlasnym ogrodku… A paszportu z dowodem nie nosze razem – no ale ja dowodu nie mam ;)

    @chiara, wlasnie wydaje mi sie, ze najgorszy w takich incydentach jest ten pozostajacy po nich uraz psychiczny, to ze czlowiek czuje sie potem malo bezpiecznie… nie dziwie sie, ze dalej na samo wspomnienie robi Ci sie gul w gardle, szkoda, ze takie rzeczy sie zdarzaja i potrafia zostawic uraz do miejsca – ktory zreszta w takiej sytuacji chyba potrafie zrozumiec!

  7. @holly, o pseudokominiarzach nie slyszalam i na szczescie sie z tym nie spotkalam – moze do mojej dzielnicy jeszcze nie dotarli? ;) (wydaje mi sie, ze w Paryzu sa ‘sezony’ na przestepstwa, pamietam, ze pare miesiecy temu byl ‘sezon na kradzieze iPhonow w metrze’…) w kazdym badz razie dzieki za przestroge! Swoja droga ten kod przy kazdych drzwiach to swietny wynalazek.

    @una invitada, i tak te paszporty tymczasowe zalatwilismy zaskakujaco szybko i w miare bezbolesnie (wylaczajac Pana Najbardziej Wolnego Pracownika Konsulatu Ever!;)) No ale wyobrazam sobie, ze juz w Edynburgu moi znajomi tez sie troche przy zalatwianiu wszystkich dokumentow od nowa beda frustrowac. Generalnie szkoda, ze tak sie zdarzylo… Barcelony nie znam, ale wyobrazam sobie, ze w tak turystycznym miejscu moze byc duzo preznych zlodziejaszkow… ;)

  8. Bez urazy, ale Autorka pisze o jakichś pierdołach (gołębie?). W paryżu nie jest wcale bezpiecznie. Podczas trzydniowego pobytu w tym mieście spotkały mnie aż dwie nieprzyjemne sytuacje. Jedną z nich byli kieszkonkowcy (na szczęście zorientowałem się w ostatnim momencie, a że była to grupka chudych szczurów to oddali mi portfel, jednak już był w ich rękach). Zdarzyło się to w przejściu pomiędzy stacjami metra. Chyba byli to rumuni (tak wyglądali). Druga sytuacja była dużo gorsza, a mianowicie w nocy, pomiędzy Moulin Rogue a placem Pigalle zatrzymałem się narzeczoną i naszą znajomą na takim „deptaku” biegnącym wzdłuż ulicy, pomiędzy jezdniami. W pewnym momencie podszedł do nas jakiś typ (rzekomo marokańczyk), ok 35-40 lat i zaczął nas zagadywać, w międzyczasie pisząc jakieś smsy. Rozmowa drętwa, już chcieliśmy go spławiać, aż w pewnym momencie przechodzi dwóch polaków i mówią żeby z nim nie gadać. OK, poszli sobie, rozmowa właściwie się urwała, ale ten przychlast dalej stoi obok nas i coś tam skrobie w telefonie. Dokończyliśmy bułkę i już mamy iść, gdy nagle „przypadkiem” znowu pojawili się koledzy z Polski. Podeszli, mówią nam żebyśmy nie gadali z marokańczykiem (że on jak się przyczepi to szybko się go nie pozbędziemy), opowiadają ile czasu są w Paryżu itp pierdoły, przy okazji pytają się czy znamy tu kogoś, na ile przyjechaliśmy, gdzie mieszkamy i co planujemy robić. Podczas rozmowy nie jest łatwo zauważyć podstęp, więc gadamy z nimi w sumie na luzie. Zapraszają nas na zawiedzanie Montmarte, ale odmawiamy im i prosimy żeby zagadali do marokańczyka a my w tym czasie się ulotnimy do metra. Oni się zgadzają i sie oddalamy, ale postanowiliśmy przejść jedną stację metra na piechotę. Nasze zdziwienie było wielkie, jak przypadkiem ich minęliśmy (wzgórza montmarte są w przeciwnym kierunku, więc musieli wyprzedzić nas np drugą stroną ulicy) pomiędzy stacją, do której mielismy wchodzić, a następną. To nam już dało wiele do myślenia, przeszliśmy jeszcze jedna stację dalej i pojechaliśmy pod łuk trimfalny. Tam z kolei przyglądał nam się jakiś typ i ciągle kręcił koło nas, po pewnym czasie usiadł obok. Wtedy my zmieniliśmy ławkę i usiedliśmy na ławce obok jakichś ludzi, a on poszedł za nami, stał jakieś 10 metrów za naszą ławeczką i się ciągle gapił.

    Generalnie sytuacja była bardzo nieprzyjemna, nie wiem czego te skur*ysyny chciały od nas, ale raczej nie chodziło im o kradzież. Podejrzewam że menda spod Łuku triumfalnego był jakoś powiązany z tymi z Moulin Rogue. Przyznam że się trochę najedliśmy strachu, którego nigdy nie odczułem w Warszawie. Radzę wszystkim ostrożność w kontaktach z nieznajomymi (tak, wiem że to banalne, ale czasem łatwo o tym zapomnieć).

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>