Rock en Seine: grzeczni Francuzi, głośni Amerykanie, powrót Faith No More i Oasis – No More

rockenseinemoiBardzo ciekawa byłam festiwalu rockowego w wydaniu paryskim – jakoś tak jedno z drugim średnio szło mi w parze… Nie, żebym była jakimś weteranem gatunku, no ale kilka dużych imprez mam za pasem, w dodatku w żyjącej dla letnich festiwali Wielkiej Brytanii – więc tym bardziej ciekawa byłam porównania, bo jak wiadomo, porównywanie brytyjskiego z francuskim to zajęcie samo w sobie całkiem rozrywkowe (a dla niektórych przedsiębiorczych pisarzy i bardzo dochodowe być potrafi!).

Jak więc wypada festiwal rockowy a la francaise w porównaniu z takim Glastonbury, V Festival czy szkockim T in the Park? Oto kilka moich luźnych, totalnie nieeksperckich i pseudokulturowych obserwacji:

1) ładniejsza publiczność. Tego mogłam się spodziewać, jednak zobaczenie naraz kilkudziesięciu tysięcy ładnych Francuzów (i nie tylko, przyznaję) dla mnie nadal jest szokiem kulturowym. No nie da się zaprzeczyć, ludzie tutaj generalnie są piękni, i utwierdzam się w tym przekonaniu za każdym razem, gdy odwiedzają mnie znajomi ze Szkocji i też łypią z zachwytem oczami na lewo i prawo.

2) trzeźwiejsza publiczność. Nadal nie mogę zrozumieć jak to w tej Francji jest, że wszyscy jak jeden mąż chodzą po festiwalowym parku z dużym piwem w ręce, a jednostki mocno pijane należą do wyjątków. W Wielkiej Brytanii wyjątkami były osoby na festiwalu trzeźwe – do tego stopnia, że ze szkockiego T in the Park raz uciekłam, nie miałam ochoty bowiem spędzać nocy na kilkusettysięcznej libacji (szczegółów wam oszczędzę), historii o agresywnych zaczepkach grup pijanych samców na V też mogłabym parę przytoczyć. No i oczywiście nie do pomyślenia byłoby zobaczyć tutaj mocno pijaną dziewczynę (my widzieliśmy dwie – Angielki).

3) cicha publiczność. To akurat może bezpośrednio wynikać z punktu nr 2. Jak na takie skupisko ludzi, było bardzo spokojnie i grzecznie – no ale przez to tak jakoś mało festiwalowo (momentami drętwawo). Rubaszne przyśpiewki i okrzyki nie do uświadczenia, a jeśli słyszało się jakieś głośne dowody ekscytacji, to głównie w języku angielskim, najczęściej z amerykańskim akcentem, ale za to like, SOOO excited! ;-)

4) cicha publiczność na koncertach. To mnie akurat rozczarowało straszliwie. Przyzwyczajona do tego, że Brytyjczycy znają słowa piosenek rockowych jak Polacy kościelnych, mocno się zawiodłam na francuskiej publiczności, która nawet refrenów wielkich hitów nie śpiewała. Rozumiem barierę językową, no ale można chociaż popróbować… Żal mi było brytyjskich typowo festiwalowych zespołów (aka Keane), które nie mogły pojąć, że jak podstawią publiczności mikrofon to raczej mało usłyszą (próbowałam im tego oszczędzić, ale ja za cicho śpiewam, żeby uratować sytuację ;-)). Na świetny pomysł wpadła Macy Gray, która miała w swoim scenicznym entourage pana polskiego dresiarza (tak wyglądał!) z tekstami piosenek wypisanymi na wielkich arkuszach – pomogło, choć niewystarczająco. Osobiście wzięłam się na sposób i jak chciałam się powyżywać wokalnie, ustawiałam się strategicznie w pobliżu grupy Amerykanów.

4) festiwalowe jedzenie. Kolejny dowód na to, że dla Francuzów dobrze zjeść to świętość. Wybór dosłownie przyprawiał o zawrót głowy – oprócz standardowych festiwalowych fast-foodów, stoiska z kuchniami z całego świata i to tak kuszące i z taką różnorodnością, że spokojnie mogłabym się tam żywić przez dwa tygodnie. Między tymi stoiskami udało mi się podsłuchać kilku mocno oszołomionych Brytyjczyków – tak jak ja przyzwyczajonych do tego, że pieczony ziemniak z fasolką z puszki to najzdrowsza opcja festiwalowego posiłku…

5) inne oczywistości: wystawy sztuki i pseudosztuki (w końcu to Paryż!), lepsza pogoda (może i przypadek, ale ja poprzednie dwa lata w Anglii spędziłam na letnich koncertach pod parasolem niemalże weekend w weekend) – a co za tym idzie brak wszechobecnych na Wyspach kolorowych festiwalowych kaloszy, za to wszedzie jak wzrokiem sięgnąć obowiązkowe wśród tutejszych ‚cool kids’ Conversy (nawet swoje stoisko mieli – z długimi kolejkami młodych wyznawców).

6) a, no i była też muzyka! ;-) Rozpisywać się nie będę, zainteresowanych odsyłam do relacji z koncertów na blogu rockerparis. Do highlightów na pewno zaliczyć trzeba rewelacyjny powrót Faith No More oraz rozpad Oasis, dosłownie na naszych oczach (widziałam karetkę przyjeżdżającą do bijących się za kulisami Noela i Liama). Oraz pozytywnie dziki – tym razem nawet mocno rozskakany i rozśpiewany – tłum na koncercie The Prodigy.

Werdykt: na Rock en Seine na pewno w przyszłym roku wrócę. Podobało mi się – ale pośpiewać i porządnie pobawić się na koncertach pojadę na drugą stronę Kanału La Manche ;-)

rock4

rock2

offspring

Na zdjęciach dwie festiwalowe wystawy oraz „francuski” akcent na koncercie The Offspring.

posted: Muzyka, Paryż, Wydarzenia

5 comments

  1. Nie bylam nigdy na zadnym festiwalu rockowym, ale wiem, ze moglabym sie zgodzic z Toba we wszystkich punktach. Tak, Francuzi umieja pic :) Tak, sa ogolnie pieknym narodem :) Tak, nie znaja slow piosenek i nie staraja sie ukryc kiepskiej na ogol znajomosci angielskiego :) Tak, o jedzeniu nigdy nie zapominaja, choc ja potrawy kuchni francuskiej uwazam w wiekszosci za niestrawne, jako ze zdobycie czegos dobrego wegetarianskiego graniczy z cudem :)

  2. To jest niezly numer z ta publicznoscia. Co kraj to publika, pamietam jeszcze jakesmy z Gameboyzz jezdzili i obserwacjom nie bylo konca.
    Otoz na badz co badz skocznych koncertach GBZZ Francuzi – bardzo zreszta elegancko i zespolowo – jak jeden maz siedzieli po turecku :))

  3. @chihiro, tez masz racje – gdybym byla wegetarianka we Francji to mialabym juz chyba uczulenie na ‚chevre chaud’, bo w wielu tradycyjnych knajpach to niestety jedyna bezmiesna opcja ;) pozdrawiam z (tez malo wegetarianskiej ;)) Polski!

    @klonie, nie wiem czemu WordPress postanowil Cie oddac do moderacji… a ja zaszyta na polskiej wsi wlasnie dopiero teraz dalam rade zlapac neta! ;) hehe, a moze Gameboyzz po prostu ich tak powalili, ze sie ruszyc z wrazenia nie mogli? ;)

  4. Faith No More we Francji? A podobno Patton „opracował” nową mapę Europy, wycinając z niej ten kraj… ;) No chyba, że to mnie się coś pokiełbasiło i to inny znany lider, równie znanego zespołu kombinował z kartografią. ;D

  5. @paulka, albo moze dopiero po tym koncercie i malo rozspiewanej francuskiej publicznosci skreslil ten kraj z mapy Europy? ;)

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>