Po miesiącu spędzonym w Afryce, w tym tygodniu na odłączonym od dopływu prądu Zanzibarze, już wiem, czemu Paryż nazywają Miastem Świateł. Nasz samolot z Nairobi dotarł nad stolicę Francji na długo przed wschodem słońca – i to, co mnie uderzyło najbardziej, to właśnie ta szokująca feeria świateł w środku nocy…
A poza tym to mam wielkie zaległości z Paryża, które planuję stopniowo nadrabiać i reaktywować bloga krok po kroku – proszę jeszcze o trochę cierpliwości, zaległości z Paryża to tylko kropla w wielkim morzu zaległości, które sobie przez ten miesiąc zakumulowałam ;-) W każdym bądź razie jestem i czuję silną wewnętrzną potrzebę zaznajomienia się na nowo z tym tak zaniedbywanym przeze mnie ostatnio, a tak pięknym miastem (bo gdy wczoraj w nocy zobaczyłam rozświetloną Operę Garnier, znowu uwierzyłam w jego piękno). Na razie jedynym zaplanowanym wyjściem jest wizyta w hammamie – moja spieczona afrykańskim słońcem skóra i włosy pilnie domagają się poświęcenia im uwagi, a nie jestem jeszcze gotowa do tego, by całkiem zrezygnować z egzotyki… Ale muzea, kina, galerie i Wielkie Europejskie Miasto już kuszą swoją ofertą!
06/03/2010 o 20:36 ·
Ja nawet po powrocie do Polski z Paryża wiedziałam, dlaczego nazywają go Miastem Świateł ;) Różnica była ogromna!
07/03/2010 o 19:57 ·
Gorąca, gorąco witaj w domu :)
08/03/2010 o 12:25 ·
super, że znowu jesteś;)
ja takie wrażenie miałam akurat lądując o północy w Lizbonie;)
Pozdrawiam ciepło.
10/03/2010 o 10:03 ·
@Lilithin, fakt, przypomniałam sobie moje wrażenia jak wjeżdżałam po przylocie z Paryża do nocnych Katowic… ;)
@czara, @chiara, dziękuję za powitanie, fajnie być znowu na blogowisku :)
05/05/2010 o 23:28 ·
Paryz to strasznie przereklamowane miasto.
09/05/2010 o 21:45 ·
Zależy czego się tu szuka ;) Jeśli ósmego cudu świata, to zgadzam się najzupełniej :)