Ciasto w koronie, zakupy według podręcznika, Ruch Oporu i nieznany Serge – czyli noworoczny paryski misz-masz

galette_des_roisKochani, przyznaję, opornie mi idzie wkraczanie z tym blogiem w Nowy Rok, ale melduję, że jestem – choć okrutnie zaganiana – i na początek, zanim znajdę czas i motywację na dokończenie kilku napoczętych i niestety wciąż rozbabranych dłuższych wpisów, zaserwuję Wam mały misz-masz tego, czym – z tego, co obserwuję, gdy nie pracuję ;-) – Paryż aktualnie żyje.

Styczeń w Paryżu to okres, kiedy na każdym kroku słyszymy życzenia Bonne Année (miłe) i jesteśmy zapraszani na spotkania wokół Gallette des Rois (równie miłe). Gallette des Rois to ciasto Trzech Króli, które pojawia się w piekarniach około 6 stycznia i które przez cały styczeń wszędzie nas prześladuje. Tradycyjnie w midgałowym nadzieniu ciasta ukryta jest figurka – ten, kto ją w przydzielonym sobie kawałku znajdzie zostaje królem lub królową wieczoru. Osobiście najbardziej w cieście podoba mi się korona, którą się je tradycyjnie dekoruje (i którą możemy potem ukoronować naszą Królową Nocy ;-)) oraz zażarte sprzeczki Francuzów o to, która wersja Gallette des Rois jest najbardziej prawidłowa – podobno z tradycji migdałowego frangipane wyłamuje się region Bordeaux twierdzący, że ich odmiana ciasta zwana dla odmiany Couronne des Rois jest jedynie słuszna (nie wiem jak Wy, ale ja tam wolę ich wino ;-)).

soldesSkoro jesteśmy już przy przyziemnych fascynacjach noworocznych Francuzów, nie mogę nie wspomnieć o soldach, czyli wielkich wyprzedażach, które zaczęły się w tę środę i które potrwają do 15 lutego. Paryskie soldes doczekały się nawet swojego corocznego „podręcznika” pod postacią Paris Shopping Book, która to ma ułatwić zdeterminowanym i/lub zagubionym zakupofanom przeczesywanie Paryża wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu zakupowej nirwany. Książeczkę wrzucałam już kiedyś na bloga, uaktualnionią wersję 2011 znajdziecie w punktach informacyjnych miasta oraz niektórych domach towarowych. Ja w tym roku na wyprzedaże nie mam ani czasu, ani funduszy, ani siły, ale jeśli odkryjecie podczas nich coś ciekawego, zapraszam do dzielenia się wrażeniami tutaj lub na Facebooku.

indignez-vousA żeby nie wyszło na to, że w Paryżu na początku roku tylko tak frywolnie – styczeń to także czas tak zwanego la rentrée littéraire kiedy w księgarniach miejsce popularnych bestsellerów masowo kupowanych na świąteczne prezenty zaczynają zajmować nowe tytuły. Wśród nich znajduje się Indignez-vous!, krótka 30-stronicowa książeczka, która kosztuje całe 3 euro i która robi obecnie absolutną furorę we Francji (a sądząc po artykułach w międzynarodowej prasie i na blogach – już niedlugo będzie głośna i na świecie). Autorem jest 93-letni Stephane Hessel, weteran francuskiego Ruchu Oporu, który swoją broszurką próbuje odwrócić uwagę Francuzów od opychania się ciastem i zakupowego szału w stronę Rzeczy Ważnych. Potrząsa ich za ramiona i wskazuje to, co jest nie tak we współczesnym świecie nawołując do „oburzenia się” i zaangażowania się w coś więcej niż dążenie do zaspokojenia swoich materialistycznych zachcianek. I choć to brzmi górnolotnie i pompatycznie, coś chyba w tym apelu „zatrybiło” skoro książka sprzedała się w 600,000 egzemplarzy i dodrukowane są kolejne tysiące. O „Indignez-vous” mówi się, pisze i czyta w metrze na tyle masowo, że nie mogłam o tym nie wspomnieć – w swojej społecznikowskiej naiwności mam nadzieję, że choć mały procent ją czytających weźmie sobie słowa autora do serca…

SergeGAINSBOURGPoza tym w Paryżu jak zwykle pełno ciekawych wystaw i wydarzeń kulturalnych – o których w następnym odcinku ;-) W międzyczasie na fali zaangażowanego tonu powyższego paragrafu zostawiam Was z małym prezentem noworocznym: klikając tutaj i wpisując swój adres mailowy, dostaniecie dostęp do niepublikowanych dotąd piosenek Serge’a Gainsboroug – taki mały gainsborowski misz-masz na koniec tego misz-maszowego wpisu ;-) Bonne Année!!


Powiązane wpisy:

  1. Zakupy w Paryżu – przewodnik dla zagubionych

posted: Paryż, Paryżanie, Trendy i snobizmy

7 comments

  1. No tak, troszke rozpedzony ten wpis, ale tak tu sie niestety zyje…w biegu miedzy metrem i dziesiatkami wydarzen, w ktorych z braku czasu nie mozemy uczestniczyc. A tegoroczne „galette” byly naprawde przepyszne. Dodam tylko, ze to, co znajduje sie wewnatrz, to zawsze wielka niespodzianka. Ja w tym roku natrafilam na … osiolka ze Shreka! Troche glupio…

  2. Osiołek ze Shreka jest boski – tutejsze galettes przypominają mi brytyjskie Christmas crackers pod tym względem;) Tak, wpis rozpędzony okropnie, ale ten rok pędzi w szalonym tempie, nowe wielkie wyzwania zawodowe i nie mam czasu złapać oddechu, nie wspominając o znalezieniu wolnej godzinki na tego bloga… zastanawiam się mocno i poważnie czy po prostu go nie odpuścić, bo to co miało być hobby zmienia się w kolejny wyrzut sumienia – ale wiem, że potem będę żałować. Także póki co proszę o cierpliwość – a ja lecę na kolejną konferencję ;) Pozdrawiam serdecznie! (i pamiętam o nocnym Monecie, a Ty?)

  3. Bloga nie wolno zostawiac! Czekamy wszyscy na kazdy wpis i cieszymy sie, gdy jest, nawet rzadko! Po przeczytaniu dzisiaj popedzilam do Fnaca i kupilam, to, co polecasz czyli „Indignez-vous”. Napisze po przeczytaniu, raptem kilka stron, ale nie mialam czasu, bo wlasnie wrocilismy z szalenstwa soldow…ksiazki o soldach natomiast nie kupie. Mam tak duza latwosc i talent do wydawania pieniedzy, ze nie musze sie na szczescie tego uczyc z podrecznkow…(hihihi!). Sciskam i oczywiscie, ze pamietam o Monecie!

  4. Hurra, blog ożył ;) Ja w tym roku niestety na galette się tylko… ślinię, ale D. został już królem i trafił na dodatek na… delfina. To nam dobrze wróży? Pozdrawiam!

  5. holly, dziękuję! no jeszcze dam mu szansę, choć problem jest taki, że po długich godzinach siedzenia przed komputerem, a ostatnio dodatkowo pisania blogów zawodowo, ciężko jest znaleźć siły, by w ramach relaksu w kradzionych momentach… też pisać bloga (choć przyznaję, że i tematyka i język są tu bardziej relaksujące, więc może przestanę marudzić jak jakaś primadonna i wezmę się w garść! ;)) Ta książeczka o zakupach jest darmowa i całkiem fajna, nawet dla mnie, która zakupów nie lubi robić i nie potrafi ;) A w sprawie Moneta napiszę maila w sobotę jak wrócę z Brukseli (właśnie się znowu pakuję!) Pozdrawiam!

    czara, no, że ożył to może za wiele powiedziane – raczej ‚nie umarł jeszcze całkiem’ ;) Widzisz, a ja dziwna jestem i galette nie lubię, choć już parę razy z uprzejmości musiałam w tym roku w siebie wcisnąć… i nic nie znalazłam w środku ;( Delfin to na pewno szczęście! Pozdrawiam :)

  6. świetny blog. dopiero teraz go znalazłem, ale będę zaglądał często. zatem nie masz wyjścia, musisz pisać dalej :)

  7. This is a memo to the webmaster. I came to your page via Bing but it was hard to find as you were not on the first page of search results. I know you could have more visitors to your website. I have found a company which offers to dramatically increase your website rankings and traffic to your website: http://garye.co/8k I managed to get close to 1000 visitors/day using their services, you could also get many more targeted visitors from search engines than you have now. Their services brought significantly more visitors to my site. I hope this helps!

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>