Paradujący Paryż

Przez ostatnie parę tygodni, jak co roku na przełomie czerwca i lipca, w Paryżu dużo się paradowało. Najpierw paradowali geje i trans w kilkusettysięcznym Marszu Dumy, następnie przedstawiciele departamentów zamorskich w zeszłotygodniowym tropikalnym karnawale, a przez ostatnie parę dni w kreacjach mistrzów na pokazach haute couture paradowały modelki. Aż dziw, że do tych pochodów nie dołączyli jeszcze prawdziwi mistrzowie paryskiego paradowania i nie zorganizowali konkurencyjnej parady strajkujących (no ale może lato to okres kiedy Francuzom wyjątkowo nie chce się strajkować – zresztą po co, skoro można po prostu wyjechać na miesięczne wakacje ;-)).

Coroczny Marche des Fiertes i Carnival Tropical to imprezy dla mnie nie do przegapienia (zwłaszcza, że ta ostatnia paraduje niemal pod moim oknem). „Paradami” Diora, Valentino, Givenchy, Chanel i spółki też bym w sumie nie pogardziła, no ale jakoś tak się złożyło, że do tej pory nikt mnie na nie zaprosił ;-) Czekam więc aż projektanci tudzież Fédération Francaise de la Couture się w końcu zreflektują, a w międzyczasie przedstawię Wam parę migawek z tego jak my, ludzie których nie zapraszają na paryskie salony, potrafimy bawić się na ulicach ;-)

Najpierw Marche des fiertés, czyli paryski odpowiednik Parady Równości. Muszę przyznać, że w porównaniu do imprezy zeszłorocznej, tegoroczna parada trochę mnie rozczarowała. Wydawała się zdecydowanie mniejsza i taka jakby mniej „odjechana”, atmosfera była trochę mniej imprezowa, a grupy tańczącyh w transie młodych ludzi podążających za paradnymi wozami organizacji gejów, lesbijek, transwestytów i transseksualistów nie tak liczne i rozszalałe jak ostatnio… Powodem mogły być konkurencyjne paryskie imprezy – chociażby odbywający się w ten sam weekend festiwal Solidays, który adresowany jest po części do tej samej grupy docelowej, która bawi się co roku na Marszu Dumy, a który w tym roku miał wyjątkowo silny muzycznie skład (nadal żałuję, że się zagapiłam i nie zdążyłam kupić karnetu). W każdym bądź razie miałam wrażenie, że w tym roku na paradzie mniej było osób wyglądających tak:

2009

a więcej wyglądających tak:

DSC_6257

Ale może to ja przez ten rok w Paryżu się po prostu rozpuściłam i zblazowałam i pewne rzeczy nie robią już na mnie takiego wrażenia? ;-) Bo było przecież też atrakcyjnie – w tym roku na przykład zanotowaliśmy wyjątkowy wysyp aniołów, niektórych całkiem przystojnych:

DSC_6224

Parada mimo wszystko należy do moich ulubionych imprez paryskich, przypomina mi bowiem o tym, że mieszkam w niezwykle tolerancyjnym mieście – mieście, w którym sześdziesięcioletni Paryżanie i całe rodziny z dziećmi kibicują poprzebieranym lub roznegliżowanym „seksualnym odmieńcom” i w mieście, którego burmistrz wysyła oficjalne przeprosiny do organizatorów kiedy wyjątkowo nie może uczestniczyć w paradzie gejów.

[Więcej zdjęć z tegorocznego Marche des Fiertes możecie obejrzeć tutaj.]

Carnival Tropical natomiast zaskoczył mnie w tym roku bardzo pozytywnie. To coroczny kolorowy pochód przedstawicieli francuskich departamentów zamorskich, barwna i roztańczona parada przedstawicieli mieszkających w Paryżu mniejszości. (Mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że to taki paryski odpowiednik londyńskiego Notting Hill Carnival – gdyby nie to, że podczas moich 4 lat w Londynie na słynny egzotyczny karnawał nie udało mi się dotrzeć…) Rok temu zastaliśmy tropikalnych paradników już mocno zmęczonych (mieszkamy przy Porte de Pantin, gdzie impreza się kończy, więc leniwie wybraliśmy się na jej sam koniec). No a wiadomo, że takie paradowanie to nie bułka z masłem – trzeba przejść długie kilometry, w mocno niewygodnych strojach, przy ogłuszającej czasem muzyce, w popołudniowym skwarze, wciąż waląc w bębny, energicznie tańcząc lub entuzjastycznie pokrzykując – a do tego przez długie godziny się uśmiechać i nie wychodzić z roli… Nie dziwota więc, że czasem zdarzy się człowiekowi ziewnąć ;-)

DSC_1985

Tegoroczni „tropikalni” mieli jednak wyjątkowo dużo werwy, imprezowa atmosfera zdecydowanie wygrała w tym roku z Marszem Dumy, a niezwykle liczny, roztańczony i rozśpiewany tłum bawił się do godzin wieczornych – odłosy mniej lub bardziej „grzecznych” ekscesów dochodziły do nas zza rogu jeszcze podczas oglądania wieczornego meczu w naszej lokalnej kafejce. Poniżej kilka zdjęć, więcej znajdziecie tutaj.

DSC_6370

DSC_6432

DSC_6451

DSC_6508

DSC_6552

I na koniec dowód na to, że nie tylko ja obsesyjnie zaliczam paryskie parady… są nawet fani, którzy tak przygotowują sobie kostium, by móc się załapać zarówno na pochód gejowski, jak i tropikalny. Oto chociażby Pan Łoś, najpierw w wersji „wyzwolonej seksualnie”…

DSC_6273

…a tydzień później w wydaniu „multikulturowym” ;-)

DSC_6446

posted: Paryż, Różne, Wydarzenia

5 comments

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.